Kryzys małżeński – jak sobie z nim radzić?
Autorem artykułu jest Tomasz Galicki
Podobno pojawia się po trzech latach związku – nadciąga wówczas, gdy relacje międzyludzkie nie rozwijają się, a stan zakochania nie przechodzi w następny etap: etap budowania wspólnej przyszłości.
Jeśli para, dotąd, była skupiona na intensywnych – zewnętrznych doznaniach, po kilkudziesięciu miesiącach wspólnego życia, może dojść do wniosku, że brakuje jej silnych emocji. Głownie pożądania, fascynacji, tajemniczości. Kryzys po trzech latach to – w wielu europejskich państwach – psychologiczny standard.
Łatwo go wytłumaczyć na przykładzie: Ewelina i Mateusz poznali się na pierwszym roku studiów humanistycznych. Obydwoje, silnie nastawienie na rozwój intelektualny, zakochani w teatrze, w kinie, w sobie. Jeszcze pisząc prace licencjackie, uchodzili za ideał związku. Gdy ona musiała jechać do rodziców na weekend, on zajmował się sprzątaniem wynajętego pokoju, robił zakupy i oddawał książki do biblioteki. Gdy z kolei on złapał grypę, ona zdobywała wpisy do obu indeksów, stała w kolejce do rejestracji w przychodni studenckiej, dbała o ukochanego.
Na czwartym roku coś zaczęło się psuć – Ewelina dostała pracę w redakcji feministycznego pisma i choć miała tylko prowadzić korektę artykułów, niezatrudniony nigdzie Mateusz poczuł się odsunięty na boczny tor. Na nic zdały się jego argumenty, że przecież stypendia wystarczają im na przeżycie i nie ma sensu (w obliczu nowych, naukowych wyzwań) chałturzyć w „mało ambitnym” magazynie. Dla niej ten magazyn był ciekawy, poznane osoby – barwne i inspirujące. I choć kryzys w związku niekoniecznie musi oznaczać jego koniec, to pewnego dnia Ewelina zauważyła, że na telefonie jej partnera jest kilkanaście nieodebranych połączeń. Zapytany o to Mateusz wyznał, że „odświeżył znajomość” z byłą sympatią licealną. „Na razie to nic poważnego, ale czuję się samotny i znów chce mieć przy sobie bliską osobę” – tłumaczył. Aluzja była wymowna, ale Ewelina – po paru próbach ratowania związku – straciła ochotę, by na każdym kroku udowadniać swemu chłopcu dozgonne przywiązanie i niesłabnące uczucie. Para rozstała się na siódmym semestrze: - Z fajnego, ambitnego faceta, Mateusz zmienił się w narzekającego człowieka. Sam nie mając pomysłu na wspólną przyszłość, obciążył mnie winą za niepowodzenie związku. To nie fair – twierdzi Ewelina. Mateusz broni się: - Nikt nie chce czuć chłodu emocjonalnego, a taki, niestety, wdarł się w nasze relacje. Nie potrafiłbym żyć z kimś, z kim łączą mnie tylko wspólne rachunki, studia i opowieści z przeszłości. Chcę mieć partnerkę, która uwzględnia mnie w swoich planach na następne „x” lat!
Wnioski: Obie osoby nie umiały poradzić sobie z wizją tego, co będzie je czekać po skończeniu studiów. Dopóki nauki nie brakowało, a życie akademickie dostarczało wielu wrażeń, miło było uchodzić za „zgraną parę” i ramię w ramię mierzyć się z wyzwaniami uczelnianymi. Jednak perspektywa osiągnięcia dorosłości była na tyle stresująca, że Ewelina znalazła sobie nową pasję – dorywczą pracę, a Mateusz postanowił sprawdzić, jakby to było, gdyby jednak związał się ze swoją dawną dziewczyną. Partnerstwo oparte na eksperymentowaniu i byciu razem tylko wtedy, gdy okoliczności zewnętrzne są sprzyjające, zwykle prowadzi do rozpadu związku.
Na szczęście w wypadku opisanej pary istnieje wielka szansa na ponowne porozumienie. Jeśli tylko młodzi zdecydują się na poważną rozmowę o przyszłości i docenią minione – udane lata, mają szansę na ponowne zbliżenie się do siebie. I wyciągnięcie wniosków z przeżytego kryzysu.
---
T.G.
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
.................................................................................................
O toksycznym związku – kiedy kochamy za bardzo…
Autorem artykułu jest Tomasz Sobolewski
Dlaczego niektóre osoby maja skłonność do wchodzenia w toksyczny związek? Kierujemy się zazwyczaj doświadczeniami, które nabyliśmy w okresie dzieciństwa i dorastania.
Tam uczyliśmy się relacji z najbliższymi (z rodzicami, z grupą rówieśniczą) i przejęliśmy pewne wzorce zachowań (radzenia sobie z emocjami, ze swoimi uczuciami).
Jeśli wyrastaliśmy w rodzinie dysfunkcyjnej, gdzie nie były zaspakajanie nasze potrzeby emocjonalne, nie mówiono o potrzebach i uczuciach, pewne zachowania rodzinne (jak alkoholizm jednego z członków rodziny) były tematem tabu i nie można było ich ujawniać na zewnątrz (obowiązująca zmowa milczenia) - w ten sposób nabyliśmy umiejętności (nie)radzenia sobie w obecnych związkach.
W literaturze dużo się pisze o kobietach które „kochają za bardzo”, ale jestem przekonany, że ten problem dotyka także mężczyzn….
Czym wyróżniają się takie osoby?
Taka osoba:
1. nie dba o swoje potrzeby emocjonalne bo w rodzinie dysfunkcyjnej też nie dbano o jego potrzeby
2. stara się partnerowi zapewnić jak najwięcej uwagi i troski, której jako dziecko sama nie doznała
3. zrównoważonych i sympatycznych partnerów uważa za nudnych i nie jest nimi zainteresowana
4. potrzebuje kontroli i panowania nad związkiem poprzez bycie osobą pomocną i opiekuńczą – brak potrzeby bezpieczeństwa w dzieciństwie
5. ma skłonności do depresji
6. nie przywykła do czułości i wzajemności więc jej nie oczekuje
7. w obecnym związku nie widzi realnej sytuacji tylko żyje marzeniami
8. nie wierzy w to, że ma swoje prawa i nie wierzy w szczęście
9. pociągający są nieprzystępni i nieczuli partnerzy – bo rodzice też byli nieprzystępni emocjonalnie
10. jest przekonana, że na miłość (czułość, bliskość) trzeba sobie zapracować
11. swoje potrzeby emocjonalne „zaspakaja” poprzez nadużywanie leków, alkoholu, słodyczy
Takie osoby pociągają skomplikowane sytuacje, nie umieją dbać o własne dobro, nie ufają zazwyczaj swoim uczuciom i potrzebom. Przez najbliższych często taka osoba jest raniona. Miłość i ciepło rodzinne (a raczej jego brak) tu kojarzona jest z bólem tak jak to miało miejsce wcześniej, w domu rodzinnym….
Próbują te osoby zmienić swojego partnera, co zazwyczaj kończy się przygnębieniem i rozczarowaniem…
Energię, którą poświęcamy partnerowi warto skierować na siebie i uwalniać się od skryptów z przeszłości. Czasami to trudna niewdzięczna i ciężka praca (bo wymaga często interwencji psychoterapeuty), ale dzięki temu będziemy mieć satysfakcjonujące, pełne pasji swoje życie, bez niepotrzebnego napięcia, z ufnością (do siebie i innych) będziemy stawać się atrakcyjna osobą nie tylko dla siebie ale także dla innych.
---
http://doczytania.blogspot.com/
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
................................................................................................
Rodzina
Autorem artykułu jest Szymon Spolankiewicz
Rodzina to zrozumienie, zauważenie potrzeb swoich i kochanej osoby obok siebie, to odpowiedzialność.
To miłość, a to raczej dobrze rokuje. Natura wie co nam podpowiedzieć, byleśmy w porę odczytali przekaz.
Rodzina wczoraj, dziś i jutro
Widziałem w kraju ponad miliardowym Rodzinę - Mąż/ojciec, Żona/matka, trojka dzieci w wieku może 6, 8 i 10 lat. W piątkę wsiadali na motocykl. Byli szczęśliwi, radośni, kochający się mimo ze biedni. Widziałem b. bogata Rodzinę na kontynencie amerykańskim. Kochający się, radośni.
Widziałem rodzinę z Afryki bardzo tradycyjna, muzułmańską, kochającą się, radosną uśmiechniętą. Widziałem rodzinę, gdzie rodzice zgubili gdzieś miłość do siebie i postanowili się rozejść, ale dla dzieci postanowili być rodzicami tak, aby nie miały pretensji o to że się rozeszli ani o styl rozejścia. Są uśmiechnięci, mimo trudnych chwil.
Widziałem rodzinę w której mąż trenuje swoją siłę mięśni na dzieciach i żonie, widziałem rodzinę, w której żona wstaje nieszczęśliwa, kładzie się spać nieszczęśliwa, żyje nieszczęśliwa, a mąż i dzieci szukają miłości.
Widziałem rodzinę wielopokoleniową w jednym mieszkaniu - z wielka radością i miłością, ale widziałem wielopokoleniową też w jednym mieszkaniu niecierpiących się.
Widziałem rodzinę wielopokoleniową w pięknym dużym wspaniałym domu - szczęśliwą, widziałem rodzinę wielopokoleniową w olbrzymim domu wiecznie niezadowoloną z własnej obecności w tym domu.
Widziałem rodziny niezwykle religijne i pełne radości i miłości, ale widziałem rodzinę bardzo religijna pałającą do siebie absolutna niechęcią.
Widziałem rodziny bez formalnych związków szczęśliwe i kochające się, widziałem toksyczne nieformalne związki.
Widziałem rodziny pełne kalkulacji zamiast miłości i radości.
Czytuje mądre księgi z dawnych tysiącleci - jest tam rodzina i miłość ale jest i niechęć i brak zrozumienia, są dzieci pozamałżeńskie i nieślubne. Bywały i są instytucje czyniące dobro dla rodzin, ale i sterujące stadłem rodzinnym niekoniecznie w dobry sposób.
Rodzina autochtonów Aborygenów, tych nie skażonych przez zapijaczonych kryminalistów, pierwszych białych mieszkańców Australii, jest kompletnie czymś innym niż ta spreparowana przez cywilizacje tychże białych.
Rodzina Eskimosów niezinstytucjonalizowanych, które nie weszły w interakcje ze współczesnością są radosne, ich dzieci są wzorem radosnego miłosnego rozgardiaszu. Instytucje i interesowność inna niż eskimoska tłumią ta mądrość.
Rodzina współcześnie wbrew pozorom niespecjalnie różni się od tej z czasów bardzo dawnych. Tylko zabawki i instytucje, narzędzia protezy do istnienia Rodziny są różne.
Obecnie wyeksponowane są różne walory niekoniecznie dobre dla funkcjonowania Rodziny. Rodzina, Dzieci, Rodzice, Dziadkowie - życie obok siebie, a bardzo daleko od siebie.
Każdy ma jakieś oczekiwania nie zauważając oczekiwań innej osoby.
Z drugiej strony instytucje, chcąc uzasadnić swoją bytność generują model roszczeniowy rodzin, zabijając odpowiedzialność, miłość, radość. Jednakże jest dużo powstających, dobrych związków rodzinnych, tworzą się w miejsce tych mało rodzinnych.
Rodzina to zrozumienie, zauważenie potrzeb swoich i kochanej osoby obok siebie, to odpowiedzialność. To miłość, a to raczej dobrze rokuje. Natura wie co nam podpowiedzieć, byle byśmy w porę odczytali przekaz.
---
Szymon Spolankiewicz, Akademia Edukacyjna i Biogabinet Samartha's, Wrocław, www.samarthas.pl; www.biogabinet.pl
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

